poniedziałek, 7 grudnia 2015

Pustka

Siedziałam. I mimo tego że świat wokół mnie się nie zawalił, niebo nie stanęło w ogniu, a ziemia się nie rozstąpiła... mój świat się skończył. I choć wydaje się to niemożliwe, nie poczułam nic. To było tak jakby już wszystko co znajdowało się wewnątrz mnie i trzymało moje życie w kupie, po prostu pękło. Nie było we mnie gniewu czy smutku jak można by się spodziewać. Ale poczułam również że już nigdy nie będzie mi dane zaznać szczęścia i nie potrafiłam sobie przypomnieć tego uczucia. Siedziałam. Siedziałam w bezruchu, nie mogąc i nie chcąc nawet drgnąć. Siedziałam, a łzy spływały po mojej twarzy. Nie wiem jak długo to trwało, nie pamiętam też momentu kiedy moje oczy wyschły, a ja zapadłam w sen. Płytki i niespokojny. A kiedy się obudziłam świat wciąż funkcjonował. Ptaki śpiewały, dzieci się śmiały, ludzie spieszyli się do pracy. I wtedy zrozumiałam. Czymże jest jedna osoba dla całego świata? Niczym. Ja jestem niczym, ty jesteś niczym i on też był niczym. Pyłkiem ledwie. Zupełnie niegodnym zainteresowania i pamięci. Wszyscy o nas zapomną. Staniemy się czymś mniej niż wspomnieniem, będziemy wspomnieniami wspomnień a potem wspomnieniami wspomnień wspomnień. Ach jakże ulotne jest życie i wszystko z związane. Nasz zegar tyka. Tik tak tik tak. I ja stałam się takim zegarem. Pusta w środku, wyzuta z wszelkich uczuć i najbardziej ze wszystkiego samotna. Bo byłam sama nawet we własnej duszy. Duszy co do której istnienia już nie byłam przekonana. Powiecie mi pewnie że to co mówię jest złe, że to myśli samobójcy. Nie jestem samobójcą. To co było we mnie nie zostało zniszczone przeze mnie. Stałam się niewinną, a przynajmniej nie całkiem winną, ofiarą. Wciąż się czasem zastanawiam jak czują się ci którzy mi to zrobili. Ale nie potrafię już przywołać odpowiednich uczuć. Pozostała mi pustka. Mój jedyny towarzysz na wieki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz