środa, 16 grudnia 2015

Będzie po mojemu

-Możesz spać u mnie jeśli chcesz. W domu i tak nikogo nie ma więc miejsca nie zabraknie.
Rozpaczliwie potrzebuję miejsca w którym mogłabym się zatrzymać ale jego bezpośredniość mnie dziwi.
-Jesteś pewien? - pytam nieufnie
Sama nie wiem czy to dobry plan. To może się źle skończyć. Co ja gadam. To się na 100% źle skończy.
-Jestem pewien. W końcu i tak nie masz gdzie iść. - odpowiada
Niestety ma rację. Wzdycham więc, zabieram swoją walizkę i idę za nim. 
Pakujemy się do samochodu. Droga mija nam w ciszy. Mogę się założyć że oboje myślimy o tym samym, to w naszym przypadku częste. 
Kiedy dojeżdżamy siedzę już jak na szpilkach. Wysiadamy, jak prawdziwy gentleman otwiera mi drzwi i zabiera moje rzeczy. 
-Chodź mała, będziesz spała tutaj. - mówi i prowadzi mnie do pokoju 
-Tylko nie mała! 
-Maleńka? Malutka? Tycia tycia? - przekomarza się ze mną 
Wywracam tylko oczami i wzdycham. Ostatnio dość często to robię, zwłaszcza w jego towarzystwie.
-No nie obrażaj się skarbie - mówi a ja czuję się jakby trafił mnie piorun 
Znowu się zacznie. Nie chcę tego. Ale chcę. Nienawidzę tej sprzeczności. N i e n a w i d z ę. Postanawiam nie pozwolić na to żeby skończyło się jak zawsze. 
-Skoro i tak raczej nie zaśniemy szybko to może obejrzymy jakiś film? - słyszę z kuchni 
-Jasne. - odpowiadam i kieruję się w stronę salonu 
Siadamy razem na kanapie. Najpierw po przeciwnych stronach a w miarę trwania filmu coraz bliżej. Pod koniec jesteśmy już przytuleni. 
Czuję jak moje oczy same się zamykają... I wtedy mnie całuje. Mimowolnie z moich ust wyrywa się jęk. To sprawia że przyspiesza. Całuje mnie z niesamowitym głodem i zachłannością. 
Nie pozwolę żeby to się skończyło jak zawsze. Dziś będzie inaczej. Odpycham go i wstaję. Kiedy się odwracam, patrzy na mnie zdezorientowany. Po chwili na jej twarz wstępuje smutek. 
-Myślałem że Ty też tego chcesz... Przepraszam... - szepce 
Zapada cisza. 
-Chcę. - mówię po chwili - Chcę. Ale nie mogę pozwolić żeby znowu było po twojemu. 
-Po mojemu znaczy jak? - pyta zdziwiony 
-Szybko. Jesteś jak sprinter. Zaczynasz szybko ale równie szybko kończysz i wracasz na start. Przygotowujesz się do kolejnego biegu i znów sprintujesz. 
Chwila ciszy. 
-Nie rozumiem. - mówi 
Znowu wzdycham. Chyba wchodzi mi to w krew. 
-Dopuszczasz mnie do siebie na chwilę i od razu chcesz zajść jak najdalej jakbyś chciał się nacieszyć na zapas. A potem zaczynasz żałować. Odtrącasz mnie i zostawiasz samą wtedy kiedy najbardziej potrzebuję żeby ktoś był obok. 
-Przepraszam. Obiecuję że to już ostatni... 
-Przestań mnie przepraszać! - przerywam - Nie chcę żeby to był ostatni raz. Zresztą oboje wiemy że i tak nie byłby ostatni. 
-Ale... - próbuje mi przerwać 
-Nie przerywaj. Znam twoje argumenty już na pamięć i wcale mnie one nie obchodzą. Zamknij po prostu oczy i daj mi to załatwić po mojemu. 
Widzę że wyraźnie się waha. 
-Zaufaj mi. - szepcę 
Kiwa lekko głową i zamyka oczy. Podchodzę powoli do kanapy i siadam mu na kolanach. Natychmiast czuję jak próbuje przyciągnąć mnie do siebie. 
-Ma być po mojemu. - upominam go 
-Jak mam się powstrzymać kiedy robisz takie rzeczy? - jęczy 
-Samokontrola. Właśnie to będziemy ćwiczyć. A teraz zamknij oczy - odpowiadam z uśmiechem
Niechętnie osuwa się na siedzenie i zaciska powieki.
-Od razu lepiej - mówię 
Odruchowo wyciągam rękę żeby pogłaskać go po policzku, ale zamieram w pół ruchu. Powoli przeciągam dłonią po linii szczęki, kościach policzkowych i nosie. Badam dokładnie każdy centymetr, powoli, nie spiesząc się. 
Słyszę jak próbuje uspokoić oddech, myśl o tym wywołuje u mnie uśmiech. 
Kiedy już wydaje mi się że opuszki moich palców znają jego twarz już na pamięć, postanawiam zadziałać inaczej. Łapię obie jego ręce i zaczynam go całować zaczynając od powiek i nosa, przechodząc coraz bliżej ust. Kiedy już właściwie je muskam, odsuwam się i z zaskoczenia, delikatnie łapię zębami jego ucho. 
Słyszę jęk. Dokładnie tak jak się spodziewałam. 
Zadowolona przerywam i wtulam się w niego. 
-Oglądamy kolejny film? - pytam 
-Jesteś niemożliwa... - szepcze po czym dodaje - Oczywiście, tylko jaki? 
-Daję ci wolny wybór - mówię i układam się wygodniej z głową na jego piersi 
W końcu wybór pada na jakąś głupią komedię romantyczną, zupełnie nie w naszym stylu. 
W pewnym momencie, kiedy film robi się naprawdę nudny łapię go za rękę. Nie przerywam jednak oglądania i kończymy film w tej samej pozycji. 
Odwracam się do niego i widzę że śpi. Jak zahipnotyzowana przyglądam się jak spokojnie bierze oddech i myślę że chyba nie mogłabym go kochać bardziej niż w tej chwili. Z tą myślą składam na jego ustach leciutki pocałunek, pierwszy odkąd gramy po mojemu. Uśmiecha się przez sen, obejmuje mnie, a potem łapie za rękę. 
Nie chcę go budzić ale wiem, że jeśli zaśniemy tak to jutro wszystko będzie nas boleć. 
-Nie zasypiaj, przeniesiemy się w wygodniejsze miejsce - szepcę 
Zbiera się zaspany i po chwili kładziemy się na łóżku. Chwilę zajmuje nam znalezienie najwygodniejszej pozycji. 
-Chyba nie było tak źle, c'nie? - pytam ze śmiechem kiedy już się ułożymy 
-Niech Ci będzie, tym razem wygrałaś. Rozważę częstsze robienie po twojemu. - odpowiada zaspanym głosem 
Uśmiecham się tylko i sama też zasypiam czując się jak najszczęśliwszy człowiek na świecie.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Czas najwyższy

Pamiętasz jak wymogłam na tobie obietnicę, że mnie nie zostawisz? Cofam to. Zwalniam cię niej. Była głupia i egoistyczna. Tak jak ja byłam głupia wierząc, że może być tak jak kiedyś. I chyba jednak muszę zrewidować swoje poglądy bo ludzie się zmieniają. Dlatego zwalniam cię ze wszystkich obietnic jakie mi kiedykolwiek złożyłeś. Żyj swoim życiem, które jak widzę ma niewiele wspólnego z moim. Ale taka kolej rzeczy. Ludzie przychodzą i odchodzą. Niewielu z nich zostaje, a nawet jeśli to nigdy na zawsze. Lepiej rozejść się w pokoju niż potem do końca życia żywic urazę i nosić w sobie poczucie winy.

Ból

Tęsknię. Tęsknię tak bardzo że aż boli. Ale wiem że mi nie wolno. Wiem że to nie ma sensu. To wszystko sprawi tylko więcej bólu. Ale mimo to chcę. Wydaje mi się że jestem gotowa znieść ten ból byle tylko zaznać jeszcze trochę szczęścia. Pewnie tylko mi się wydaje. Ale nie potrafię przestać. Pragnę go bardziej niż nikogo innego kiedykolwiek wcześniej. Chcę czuć jego bliskość. Chcę móc słyszeć jego głos i dyskutować z nim na różne tematy. Chcę go dotykać i czuć pod palcami bicie jego serca. Chcę patrzeć w jego oczy i widzieć w nich jego duszę. Chcę... To staje się nie do wytrzymania. Ten ból i tęsknota. Ta pustka. Obiecywał mi że nigdy mnie nie zostawi. A zdążył to zrobić niejednokrotnie. Swoimi słowami wbijał mi nóż w serce. Ludzie ostrzegali mnie że złamie mi serce. Ale nie mieli racji. On je roztrzaskuje za każdym razem i zostawia mnie samą właśnie wtedy kiedy najbardziej go potrzebuję jako przyjaciela. Miał być przy mnie zawsze. Powinnam dać sobie spokój. Ale nie potrafię mu nie wybaczać. Nie umiem go nie kochać. Wśliznął się do mojego serca i nie zamierza go opuszczać. Tkwi tam jak kolec i sprawia ogromny ból kiedy chce się go wyjąć. Jest jak narkotyk, nie pomoże mi nawet najlepszy odwyk. Kocham go chociaż nie powinnam. Chociaż wiem że to złe i że w ten sposób go krzywdzę. Chociaż wiem że lepiej mu jest i będzie beze mnie. Powinnam mu pozwolić zacząć nowe życie. To idealny moment żeby nasze drogi się rozeszły. Dobrze to wiem. Ale jestem egoistką. Kocham go. Pragnę go. I nie umiem przestać.

Zdrajca i Głupiec

-Przestań, przestań, przestań... - powtarzam w myślach
Ciągle łapię się na tym, że o nim myślę. Przypominam sobie co czułam kiedy nasze palce przypadkowo się spotkały. Ten cudowny dreszcz kiedy czuję na sobie jego spojrzenie. Dobrze wiem, że to złe i nie powinnam tego robić, ale kiedy widzę... Grrrrrrrrrr... Totalnie nie mogę się skupić. Moje ciało to pieprzony zdrajca. Wiem, że nie mogę, że to najgorszy wybór, a mimo to tak strasznie go pragnę. Dosłownie wariuję kiedy nasza skóra się styka. Tak bardzo chcę żeby mnie teraz dotknął, jeszcze trochę a zrobię coś głupiego żeby to się stało.
-Nie wolno ci - myślę
A już zwłaszcza z tym nieodpowiedzialnym, egoistycznym, narcystycznym, cynicznym, podłym hipokrytą z rozstrojem emocjonalnym. Czas się opanować.


~*~

Wystarczy jedno spojrzenie w tę niesamowicie błękitne tęczówki i wszystkie moje postanowienia diabli wzięli.
-Daj spokój. Nie pokazuj nikomu co ci siedzi w głowie. - karcę się w duchu
Czuję się jak głupia, zakochana małolata. 
I w tym momencie w moje myśli wkrada się ktoś inny, On. Ten który tak łatwo dostał się do mojego serca i wciąż w nim jest siejąc spustoszenie w moich emocjach. Chłopak którego nie wolno mi kochać. Przed oczami przelatują mi wszystkie chwile jakie spędziliśmy razem. Momenty kiedy myślałam, że możemy być szczęśliwi, że istnieje osoba z którą Ja mogę być szczęśliwa. Tak bardzo się wtedy myliłam... A może po prostu się zmieniłam?
Ale nie. Ludzie się nie zmieniają, tylko wydobywają z głębi swojej duszy coś co wcześniej było nieznane, zapomniane czy ukryte. 
Zawsze miałam w sobie te cechy. Nie ufałam, nie otwierałam się, bałam się. Ta obojętność okazywana przy ludziach jest ze mną już bardzo długo. To syndrom obrony miękkiego i wrażliwego wnętrza przed bólem spowodowanym przez ludzi. On sprawił, że zburzyłam moje mury i dopuściłam do siebie ludzi. A oni nie skrzywdzili. Złamali mnie, a to wszystko dlatego, że jestem inna. Moje rozumowanie jest inne niż większości ludzi, inaczej też działam. Nieśmiała wobec obcych, wobec "przyjaciół" prawdziwa. I to właśnie prawda o tym kim jestem nie podoba się ludziom. Nie pasuję. A moje głupie serce wciąż wierzy, że wszystko można naprawić...


~*~

Nigdzie nie mogę czuć się bezpieczna. Wciąż muszę się pilnować by nie popełnić błędu, bo wiem, że następny zupełnie mnie zniszczy. Co mam zrobić? Ciało zdradziło, serce zgłupiało czy rozum da sobie ze wszystkim radę?

Szczęście i smutek

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest być otoczonym wspaniałymi ludźmi a wciąż być samotnym? Ja nie. Ale przyszedł czas że odczułam to na własnej skórze.
Siedzę na łóżku, dookoła mnie moi znajomi. Rozmowa się toczy ale nie potrafię w nią wejść. Od czasu do czasu rzucę kilka słów żeby nie wzbudzać podejrzeń. Przecież to nie ich wina że są inni ode mnie. A może tylko wydaje mi się że są inni ode mnie? Może przeżywają w głębi swych dusz dokładnie to samo? Raczej się nie dowiem. Nie zapytam. Nie będę się narażać na ból odrzucenia i niezrozumienia. Siedzę więc i rozmyślam. Szukam sensu w życiu. Potrzebuję tego. Potrzebuję jasnego celu. Czegoś co mogę osiągnąć. Muszę wiedzieć że mogę to osiągnąć. Ale kiedy o tym myślę widzę tylko pustkę. Nic. Nie ma niczego. Wszystko co robimy jest bezcelowe i prowadzi do śmierci. Budzi się we mnie dekadent. Mogłabym kazać mu się zamknąć ale wiem że on ma rację. Wszystko prowadzi do śmierci. A mimo wszystko chcę te chwile które mi pozostały zmienić w coś niesamowitego. Chcę zaznać na tym świecie jak najwięcej szczęścia. Czyż to nie czyni mnie podobną do reszty rodzaju ludzkiego? Czy to nie powinno stanowić mostu łączącego mnie ze światem? Nie wiem. Nie rozumiem. Jestem tylko zwykłym, szarym człowiekiem. Mój problem polega na tym że w rzeczywistości wcale nim nie jestem. Jestem kimś więcej, kimś innym, nawet nie wiem czy człowiekiem. Jestem sobą. I to sprawia mi ból. Oddałabym całą swoją "wyjątkowość" za to żeby móc się dopasować do świata. Żeby żyć jak inni. Widocznie jednak nie jest mi to dane. Przeznaczone mi jest do końca swojego życia szukać sensu. A ja tak bardzo chcę mieć kogoś... Kto będzie choć trochę do mnie podobny. Kto sprawi że poczuję się bezpiecznie i swobodnie. Kto będzie mnie kochał mimo poznania mnie i wszystkich moich wad. Wiem że wymagam bardzo wiele... Ale ponoć marzenia muszą mieć w sobie coś niemożliwego żeby można było nazwać je marzeniami. Trzymam się tej zasady. Tylko ona pozwala mi jeszcze marzyć i żyć, kochać i śnić.

Pustka

Siedziałam. I mimo tego że świat wokół mnie się nie zawalił, niebo nie stanęło w ogniu, a ziemia się nie rozstąpiła... mój świat się skończył. I choć wydaje się to niemożliwe, nie poczułam nic. To było tak jakby już wszystko co znajdowało się wewnątrz mnie i trzymało moje życie w kupie, po prostu pękło. Nie było we mnie gniewu czy smutku jak można by się spodziewać. Ale poczułam również że już nigdy nie będzie mi dane zaznać szczęścia i nie potrafiłam sobie przypomnieć tego uczucia. Siedziałam. Siedziałam w bezruchu, nie mogąc i nie chcąc nawet drgnąć. Siedziałam, a łzy spływały po mojej twarzy. Nie wiem jak długo to trwało, nie pamiętam też momentu kiedy moje oczy wyschły, a ja zapadłam w sen. Płytki i niespokojny. A kiedy się obudziłam świat wciąż funkcjonował. Ptaki śpiewały, dzieci się śmiały, ludzie spieszyli się do pracy. I wtedy zrozumiałam. Czymże jest jedna osoba dla całego świata? Niczym. Ja jestem niczym, ty jesteś niczym i on też był niczym. Pyłkiem ledwie. Zupełnie niegodnym zainteresowania i pamięci. Wszyscy o nas zapomną. Staniemy się czymś mniej niż wspomnieniem, będziemy wspomnieniami wspomnień a potem wspomnieniami wspomnień wspomnień. Ach jakże ulotne jest życie i wszystko z związane. Nasz zegar tyka. Tik tak tik tak. I ja stałam się takim zegarem. Pusta w środku, wyzuta z wszelkich uczuć i najbardziej ze wszystkiego samotna. Bo byłam sama nawet we własnej duszy. Duszy co do której istnienia już nie byłam przekonana. Powiecie mi pewnie że to co mówię jest złe, że to myśli samobójcy. Nie jestem samobójcą. To co było we mnie nie zostało zniszczone przeze mnie. Stałam się niewinną, a przynajmniej nie całkiem winną, ofiarą. Wciąż się czasem zastanawiam jak czują się ci którzy mi to zrobili. Ale nie potrafię już przywołać odpowiednich uczuć. Pozostała mi pustka. Mój jedyny towarzysz na wieki.