piątek, 23 listopada 2018

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki

Wszyscy znają to powiedzenie, wielu wie, że nie jest ono poprawnie rozumiane. Ale co jeśli należy je rozumieć właśnie na oba sposoby? Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki bo woda w niej jest już inna, ale woda jest wciąż wodą i rzeka jest wciąż rzeką więc konsekwencje powinny być chociaż zbliżone. I są.

Siedzi na schodach. Głowa ukryta między kolanami. Wygląda jakby płakała ale wcale tak nie jest. Obiecała sobie przecież, że to już nigdy nie doprowadzi jej do płaczu, że przecież już zna tę sytuację.
Jest późno. Nawet bardzo. Nie powinno jej tam być, o tej godzinie normalna osoba dawno by spała ale ją dręczą demony przeszłości i te głosy, które mówią, że to jej wina, że sama się o to prosiła.

Mają rację. Wina w pewnej części niezaprzeczalnie leży po jej stronie. Ale ta myśl tylko przytępia ból i zastępuje go pustką ściskającą serce i płuca tak, że tlen zdaje się nie docierać do żadnego fragmentu jej ciała. Dusi się oddychając, dusi się jej dusza, zmiażdżona niewidzialną ręką ludzkich błędów. Również własnych bo w tym przypadku nie ma tego złego. Nie ma protagonisty. Brakuje osoby której można nienawidzić za wyrządzone krzywdy i z tej nienawiści czerpać siłę do dalszego życia chociaż przez chwilę. Tu jest tylko pustka. I ta myśl, że głupim musi być człowiek by popełniać dokładnie takie same błędy wciąż i wciąż.

Ta historia jest wyryta w jej pamięci jak hieroglify na ścianach piramid w Egipcie. Wystarczy myśl i potok obrazów się rozpoczyna. I znów rani, rozrywa i dusi.

Jak zatem nie skojarzyła swojej decyzji z tą która doprowadziła do tego wszystkiego? Nie wie. Nie rozumie. Zrzuca winę na to przyjemne otępienie i jednocześnie nie potrafi żałować tak bardzo aby powiedzieć że następnym razem sobie odpuści. Bycie sobą w pierwotnej i niezmienionej udawanie formie jest dla niej zbyt cenne.

Już płacze. Łzy same spływają powoli po jej policzkach. Nawet ich nie zauważa, chrapliwie łapie powietrze w płuca. Siedzi. Marznie ale tego nie zauważa. Wewnętrzne ciepło rozgrzewa jej policzki kiedy w podnieceniu i zażenowaniu przywołuje wspomnienia. Wciąż płacze. Już sama nie wie dlaczego. Żałuje decyzji czy tylko tego jak koniec końców potoczyła się historia? Żałuje że w ogóle się zaczęła czy tylko tego jak się skończyła?

Pusto. O ziemię zaczyna uderzać deszcz. Krople wsiąkające w ubrania i spływające po jej karku przypominają chłodne dłonie, tak odmienne od tych ciepłych przesuwających się po jej ciele nie tak dawno. Wysokie zawodzenie wiatru w niczym nie przypomina niskiego szeptu mówiącego jej to czego nigdy wcześniej nie słyszała. Tylko ten brak oddechu i splątane włosy łączą obie historie.

W końcu się podnosi. Zapisuje w pamięci ten moment. Przenosi go później na słowa. I wysyła w świat bo dobrze wie, że nikt nie zrozumie ich powiązań, że jej myśli i uczucia są bezpieczne, zamknięte w szklanym słoju ale już poza nią.

czwartek, 19 kwietnia 2018

Najwyższy czas

W życiu przychodzi ten moment kiedy trzeba dać sobie spokój. Kiedy okazuje się, że to co myślałeś o danej osobie nie jest prawdziwe. Że to w twojej wyobraźni żyje inna wersja tego człowieka. I kiedy mówisz komuś "Zmieniłeś się" kłamiesz. Może to właśnie ty się zmieniłeś. Może to ty już nie potrafisz żyć w świecie który odbiega od utopii twojego umysłu. Może po prostu nie pasujesz do tego miejsca...
To jest czas żeby powiedzieć "To koniec", miej choć tyle szacunku by nie odejść bez pożegnania. W takim momencie zaczynasz rozumieć te wszystkie filmowe rozstania "To nie przez ciebie, to ja jestem problemem". Bo to prawda. To twoja urojona wersja człowieka stanowi problem. Fakt że nie umiesz się pogodzić z tym że ten ktoś jest inny niż ci się wydaje. Nie krzywdź siebie i innych, odpuść. Odejdź. Może wrócisz. A być może nie. Cokolwiek się wydarzy będzie to lepsze niż tkwienie w sytuacji bez wyjścia. Takiej jak to co teraz czujesz. Pustka zostanie pustką, ale wreszcie będzie miała sens.

wtorek, 3 października 2017

Ona

Uśmiecha się tak jak to tylko ona potrafiła. Tylko prawym kącikiem ust, z jednoczesnym lekkim prychnięciem. Nazywam to 'tym uśmiechem' i oznacza on mniej więcej "Udało Ci się mnie rozśmieszyć, ale będę próbowała to ukryć prychając". Od lat gramy w tę grę. Ona udaje, że nie jestem śmieszny a ja, że nie widzę jak się uśmiecha. Ale to już nie jest ten sam uśmiech. Znika tak szybko jak się pojawił. Zastępuje go żal, zdenerwowanie i zagubienie. A to wszystko moja wina. Spieprzyłem sprawę. Byłem zbyt zajęty nową znajomością i olałem starą. A potem sam zostałem wystawiony do wiatru.
Ostrzegała mnie. Sama przez to przeszła. Ale ja nie wierzyłem, przecież ze mną musiało być inaczej. Kłóciliśmy się i to ona w końcu odpuściła.
-Może masz rację. Tylko obiecaj mi, że mnie nie zostawisz.
I obiecałem. A potem złamałem tę obietnicę. Porzuciłem ją wtedy kiedy mnie potrzebowała. Byłem okropny przyjacielem. Tak zaopatrzony, że nie zauważałem żalu kryjącego się w każdym słowie kiedy wreszcie udawało nam się porozmawiać.
A potem wszystko się posypało. Było dokładnie tak jak mnie ostrzegała. A ja wróciłem jak pies z podkulonym ogonem. Wtedy złamała mi serce słowami:
-Nie wiem kim jesteś. Mój przyjaciel zniknął dawno temu.
Potem odwróciła się i odeszła. Nie była jednak z natury złą istotą więc parę godzin później pustkę w moim wnętrzu znowu wypełniło światło kiedy przeczytałem wiadomość. "Ale chcę cię poznać od nowa" głosiły litery na wyświetlaczu.
I oto jesteśmy. W naszym ulubionym miejscu. Przesypuje piasek między palcami w skupieniu. Przygryza wargę nieświadomie. Jest taka śliczna kiedy to robi. Ale nie wolno mi tak myśleć. Nie po tym wszystkim. Chociaż to właśnie to przez co przeszliśmy zmieniło moje spojrzenie. Teraz już wiem, że nie ma nikogo takiego jak ona. Nikt inny mnie tak dobrze nie rozumie. Ale potrzebuję jej, a ona potrzebuje mnie, więc nie zamierzam tego zepsuć czymś takim.
-Wszystko w porządku?
Pytanie wyrywa mnie z zamyślenia. Mam nadzieję, że nie było po mnie widać o czym myślałem.
-Tylko myślałem. - odpowiadam szybko
-Powinnam wyjąć aparat i uwiecznić ten niezwykły moment? - śmieje się
To chyba oznacza, że wracamy do normalności. Jak ja za tym tęskniłem.
Zaczynamy się obrzucać piaskiem i mała potyczka zaraz przeradza się w regularną wojnę.
Po wszystkim zmęczeni padamy na piasek. Nie widzę jej twarzy ale wiem, że się uśmiecha. Zawsze wiem kiedy to robi. Słyszę jak nuci. Rozpoznaję piosenkę, to nasz ulubiony zespół. Dołączam się więc. Tym razem słyszę jak jej usta rozciągają się w uśmiechu.
Leżymy tak aż słońce zachodzi. I wtedy kiedy już chowa się za horyzontem, wyciągam rękę i lekko dotykam jej dłoni. Nasze palce się splatają a ja już wiem, że wszystko się ułoży.

czwartek, 11 maja 2017

Wypijmy za błędy

Ta impreza to był największy błąd mojego życia. Pewnie teraz myślicie "matko, kolejna idiotka co się uchlała i zrobiła coś głupiego" ale zaskoczę was. Nie wypiłam nic. I nie zrobiłam niczego głupiego. Przynajmniej na samej imprezie. To raczej pomysł na nią był zły. Ale może zacznę od początku. Był grudzień. Zimno, ciemno, człowiek myśli tylko o końcu roku i żeby się zabawić. Zgodnie z panującą od lat tradycją zamierzałam urządzić w domu imprezę sylwestrową dla moich przyjaciół. Tego roku postanowiłam zaprosić też moje koleżanki z pokoju zamiast stałego składu, dziewczyny oczywiście się ucieszyły i zaczęliśmy planować.
Było kameralnie. Niecałe dziesięć osób razem w apartamencie przeznaczonym w sezonie letnim pod wynajem. Trochę niezdrowego jedzenia i picia. Dużo muzyki, śmiechu i tańca. Odliczanie do nowego roku. Nocne filmy. Gadanie do rana. Wspólne sprzątanie. Impreza uznana za udaną. I tak myślałam jeszcze długo. Teraz już wiem że lista gości powinna być krótsza. Teraz już wiem jak to jest czuć się zdradzonym. Podwójnie. Przesyłam te wstrętne hipokrytki, które nazywają się moimi przyjaciółkami i przez moich dawnych przyjaciół, których kochałam nad życie. Ostała mi się tylko jedna osoba, której mogę się zwierzyć. Jedna jedyna, która mnie nie zostawiła. Która ze mną rozmawia. Czasem napisze do mnie sama. Nie to co inni. Moja jedyna wyspa w morzu bólu.
Oni. Odwrócili się ode mnie. Wymienili. Na nowość. Może się znudziłam. Może kiedy odkryli że może być inaczej okazałam się nieciekawa. Może. Za dużo pytań. Za mało odpowiedzi. I nikt mi na nie nie odpowie. Bo jest zbyt zajęty byciem przyjacielem z tymi okropnymi złodziejkami przyjaciół. A ja dryfuję. Coraz dalej. Coraz głębiej w ból i rozpacz. Bo ci których kochałam najwidoczniej nie kochali mnie wcale. A najbardziej boli fakt że wciąż ich kocham. Jeśli tylko mnie zechcą to wrócę. Dajcie mi siłę by odbić się od dna i ruszyć do przodu bez nich. Bo tak będzie lepiej.

wtorek, 19 kwietnia 2016

Moje dobro

Siedzę na łóżku w naszym pokoju. Tak, "naszym" bo mieszkam w internacie. Jeśli uważacie że to coś super niesamowitego to jesteście w błędzie. Życie jak życie, tylko do szkoły bliżej. Plusem jest też to że zaczyna się doceniać to co jest w domu. Rodzinę czekającą na ciebie przy drzwiach, psa przytulającego się do ciebie przez cały dzień bo "jednak wróciłaś", ciasto upieczone przez babcię, wszystko.
Ale nie o tym miałam mówić. Jak zwykle się rozgadałaś młoda panno, musisz nad sobą pracować.
A więc siedzę na łóżku. Chciałabym powiedzieć że siedzę sama ale samotność i intymność są tu dobrem rzadko spotykanym. Dookoła pełno śmiechu, rozmów, urywków zdań. W takich momentach jak ten kocham moją podzielność uwagi. Wyłączam wszelkie bodźce ze świata zewnętrznego i wracam myślami do chwil kiedy miałam nadzieję na lepszy koniec. Do czasu kiedy nauczyłam się cieszyć chwilą bo po bezgranicznym szczęściu następowała czarna rozpacz. Kiedy coś we mnie pękło, potrzaskało serce i duszę, które już nigdy nie będą takie same. Kiedy zmieniło się wszystko. Do czasu kiedy moim szczęściem był on.

Nie chcę o nim myśleć. Nie chcę wspominać. Ale nie chcę też zapomnieć. Mimo całego bólu nie żałuję tak naprawdę tego wszystkiego. Bo byłam wtedy szczęśliwa. Z nim. W chwilach kiedy wierzyłam że on też tego chce, że mu zależy, że naprawdę mnie kocha. Do czasu aż łamał moje serce na drobniuteńkie kawałeczki kiedy mówił, że to co robimy jest złe i źle się dla nas skończy, że to wszystko dla mojego dobra.
To
Najgorsze
Co
Możesz
Usłyszeć
W
Życiu
"To dla twojego dobra"
Nic nie wiesz o moim dobrze bo nie jesteś mną! Jeśli naprawdę ci na mnie zależy to pozwól MI decydować o moim życiu. Jeśli to TY się boisz to przyznaj to a nie kryj się za głupim formułkami.

środa, 16 grudnia 2015

Będzie po mojemu

-Możesz spać u mnie jeśli chcesz. W domu i tak nikogo nie ma więc miejsca nie zabraknie.
Rozpaczliwie potrzebuję miejsca w którym mogłabym się zatrzymać ale jego bezpośredniość mnie dziwi.
-Jesteś pewien? - pytam nieufnie
Sama nie wiem czy to dobry plan. To może się źle skończyć. Co ja gadam. To się na 100% źle skończy.
-Jestem pewien. W końcu i tak nie masz gdzie iść. - odpowiada
Niestety ma rację. Wzdycham więc, zabieram swoją walizkę i idę za nim. 
Pakujemy się do samochodu. Droga mija nam w ciszy. Mogę się założyć że oboje myślimy o tym samym, to w naszym przypadku częste. 
Kiedy dojeżdżamy siedzę już jak na szpilkach. Wysiadamy, jak prawdziwy gentleman otwiera mi drzwi i zabiera moje rzeczy. 
-Chodź mała, będziesz spała tutaj. - mówi i prowadzi mnie do pokoju 
-Tylko nie mała! 
-Maleńka? Malutka? Tycia tycia? - przekomarza się ze mną 
Wywracam tylko oczami i wzdycham. Ostatnio dość często to robię, zwłaszcza w jego towarzystwie.
-No nie obrażaj się skarbie - mówi a ja czuję się jakby trafił mnie piorun 
Znowu się zacznie. Nie chcę tego. Ale chcę. Nienawidzę tej sprzeczności. N i e n a w i d z ę. Postanawiam nie pozwolić na to żeby skończyło się jak zawsze. 
-Skoro i tak raczej nie zaśniemy szybko to może obejrzymy jakiś film? - słyszę z kuchni 
-Jasne. - odpowiadam i kieruję się w stronę salonu 
Siadamy razem na kanapie. Najpierw po przeciwnych stronach a w miarę trwania filmu coraz bliżej. Pod koniec jesteśmy już przytuleni. 
Czuję jak moje oczy same się zamykają... I wtedy mnie całuje. Mimowolnie z moich ust wyrywa się jęk. To sprawia że przyspiesza. Całuje mnie z niesamowitym głodem i zachłannością. 
Nie pozwolę żeby to się skończyło jak zawsze. Dziś będzie inaczej. Odpycham go i wstaję. Kiedy się odwracam, patrzy na mnie zdezorientowany. Po chwili na jej twarz wstępuje smutek. 
-Myślałem że Ty też tego chcesz... Przepraszam... - szepce 
Zapada cisza. 
-Chcę. - mówię po chwili - Chcę. Ale nie mogę pozwolić żeby znowu było po twojemu. 
-Po mojemu znaczy jak? - pyta zdziwiony 
-Szybko. Jesteś jak sprinter. Zaczynasz szybko ale równie szybko kończysz i wracasz na start. Przygotowujesz się do kolejnego biegu i znów sprintujesz. 
Chwila ciszy. 
-Nie rozumiem. - mówi 
Znowu wzdycham. Chyba wchodzi mi to w krew. 
-Dopuszczasz mnie do siebie na chwilę i od razu chcesz zajść jak najdalej jakbyś chciał się nacieszyć na zapas. A potem zaczynasz żałować. Odtrącasz mnie i zostawiasz samą wtedy kiedy najbardziej potrzebuję żeby ktoś był obok. 
-Przepraszam. Obiecuję że to już ostatni... 
-Przestań mnie przepraszać! - przerywam - Nie chcę żeby to był ostatni raz. Zresztą oboje wiemy że i tak nie byłby ostatni. 
-Ale... - próbuje mi przerwać 
-Nie przerywaj. Znam twoje argumenty już na pamięć i wcale mnie one nie obchodzą. Zamknij po prostu oczy i daj mi to załatwić po mojemu. 
Widzę że wyraźnie się waha. 
-Zaufaj mi. - szepcę 
Kiwa lekko głową i zamyka oczy. Podchodzę powoli do kanapy i siadam mu na kolanach. Natychmiast czuję jak próbuje przyciągnąć mnie do siebie. 
-Ma być po mojemu. - upominam go 
-Jak mam się powstrzymać kiedy robisz takie rzeczy? - jęczy 
-Samokontrola. Właśnie to będziemy ćwiczyć. A teraz zamknij oczy - odpowiadam z uśmiechem
Niechętnie osuwa się na siedzenie i zaciska powieki.
-Od razu lepiej - mówię 
Odruchowo wyciągam rękę żeby pogłaskać go po policzku, ale zamieram w pół ruchu. Powoli przeciągam dłonią po linii szczęki, kościach policzkowych i nosie. Badam dokładnie każdy centymetr, powoli, nie spiesząc się. 
Słyszę jak próbuje uspokoić oddech, myśl o tym wywołuje u mnie uśmiech. 
Kiedy już wydaje mi się że opuszki moich palców znają jego twarz już na pamięć, postanawiam zadziałać inaczej. Łapię obie jego ręce i zaczynam go całować zaczynając od powiek i nosa, przechodząc coraz bliżej ust. Kiedy już właściwie je muskam, odsuwam się i z zaskoczenia, delikatnie łapię zębami jego ucho. 
Słyszę jęk. Dokładnie tak jak się spodziewałam. 
Zadowolona przerywam i wtulam się w niego. 
-Oglądamy kolejny film? - pytam 
-Jesteś niemożliwa... - szepcze po czym dodaje - Oczywiście, tylko jaki? 
-Daję ci wolny wybór - mówię i układam się wygodniej z głową na jego piersi 
W końcu wybór pada na jakąś głupią komedię romantyczną, zupełnie nie w naszym stylu. 
W pewnym momencie, kiedy film robi się naprawdę nudny łapię go za rękę. Nie przerywam jednak oglądania i kończymy film w tej samej pozycji. 
Odwracam się do niego i widzę że śpi. Jak zahipnotyzowana przyglądam się jak spokojnie bierze oddech i myślę że chyba nie mogłabym go kochać bardziej niż w tej chwili. Z tą myślą składam na jego ustach leciutki pocałunek, pierwszy odkąd gramy po mojemu. Uśmiecha się przez sen, obejmuje mnie, a potem łapie za rękę. 
Nie chcę go budzić ale wiem, że jeśli zaśniemy tak to jutro wszystko będzie nas boleć. 
-Nie zasypiaj, przeniesiemy się w wygodniejsze miejsce - szepcę 
Zbiera się zaspany i po chwili kładziemy się na łóżku. Chwilę zajmuje nam znalezienie najwygodniejszej pozycji. 
-Chyba nie było tak źle, c'nie? - pytam ze śmiechem kiedy już się ułożymy 
-Niech Ci będzie, tym razem wygrałaś. Rozważę częstsze robienie po twojemu. - odpowiada zaspanym głosem 
Uśmiecham się tylko i sama też zasypiam czując się jak najszczęśliwszy człowiek na świecie.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Czas najwyższy

Pamiętasz jak wymogłam na tobie obietnicę, że mnie nie zostawisz? Cofam to. Zwalniam cię niej. Była głupia i egoistyczna. Tak jak ja byłam głupia wierząc, że może być tak jak kiedyś. I chyba jednak muszę zrewidować swoje poglądy bo ludzie się zmieniają. Dlatego zwalniam cię ze wszystkich obietnic jakie mi kiedykolwiek złożyłeś. Żyj swoim życiem, które jak widzę ma niewiele wspólnego z moim. Ale taka kolej rzeczy. Ludzie przychodzą i odchodzą. Niewielu z nich zostaje, a nawet jeśli to nigdy na zawsze. Lepiej rozejść się w pokoju niż potem do końca życia żywic urazę i nosić w sobie poczucie winy.