wtorek, 3 października 2017

Ona

Uśmiecha się tak jak to tylko ona potrafiła. Tylko prawym kącikiem ust, z jednoczesnym lekkim prychnięciem. Nazywam to 'tym uśmiechem' i oznacza on mniej więcej "Udało Ci się mnie rozśmieszyć, ale będę próbowała to ukryć prychając". Od lat gramy w tę grę. Ona udaje, że nie jestem śmieszny a ja, że nie widzę jak się uśmiecha. Ale to już nie jest ten sam uśmiech. Znika tak szybko jak się pojawił. Zastępuje go żal, zdenerwowanie i zagubienie. A to wszystko moja wina. Spieprzyłem sprawę. Byłem zbyt zajęty nową znajomością i olałem starą. A potem sam zostałem wystawiony do wiatru.
Ostrzegała mnie. Sama przez to przeszła. Ale ja nie wierzyłem, przecież ze mną musiało być inaczej. Kłóciliśmy się i to ona w końcu odpuściła.
-Może masz rację. Tylko obiecaj mi, że mnie nie zostawisz.
I obiecałem. A potem złamałem tę obietnicę. Porzuciłem ją wtedy kiedy mnie potrzebowała. Byłem okropny przyjacielem. Tak zaopatrzony, że nie zauważałem żalu kryjącego się w każdym słowie kiedy wreszcie udawało nam się porozmawiać.
A potem wszystko się posypało. Było dokładnie tak jak mnie ostrzegała. A ja wróciłem jak pies z podkulonym ogonem. Wtedy złamała mi serce słowami:
-Nie wiem kim jesteś. Mój przyjaciel zniknął dawno temu.
Potem odwróciła się i odeszła. Nie była jednak z natury złą istotą więc parę godzin później pustkę w moim wnętrzu znowu wypełniło światło kiedy przeczytałem wiadomość. "Ale chcę cię poznać od nowa" głosiły litery na wyświetlaczu.
I oto jesteśmy. W naszym ulubionym miejscu. Przesypuje piasek między palcami w skupieniu. Przygryza wargę nieświadomie. Jest taka śliczna kiedy to robi. Ale nie wolno mi tak myśleć. Nie po tym wszystkim. Chociaż to właśnie to przez co przeszliśmy zmieniło moje spojrzenie. Teraz już wiem, że nie ma nikogo takiego jak ona. Nikt inny mnie tak dobrze nie rozumie. Ale potrzebuję jej, a ona potrzebuje mnie, więc nie zamierzam tego zepsuć czymś takim.
-Wszystko w porządku?
Pytanie wyrywa mnie z zamyślenia. Mam nadzieję, że nie było po mnie widać o czym myślałem.
-Tylko myślałem. - odpowiadam szybko
-Powinnam wyjąć aparat i uwiecznić ten niezwykły moment? - śmieje się
To chyba oznacza, że wracamy do normalności. Jak ja za tym tęskniłem.
Zaczynamy się obrzucać piaskiem i mała potyczka zaraz przeradza się w regularną wojnę.
Po wszystkim zmęczeni padamy na piasek. Nie widzę jej twarzy ale wiem, że się uśmiecha. Zawsze wiem kiedy to robi. Słyszę jak nuci. Rozpoznaję piosenkę, to nasz ulubiony zespół. Dołączam się więc. Tym razem słyszę jak jej usta rozciągają się w uśmiechu.
Leżymy tak aż słońce zachodzi. I wtedy kiedy już chowa się za horyzontem, wyciągam rękę i lekko dotykam jej dłoni. Nasze palce się splatają a ja już wiem, że wszystko się ułoży.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz