Ta impreza to był największy błąd mojego życia. Pewnie teraz myślicie "matko, kolejna idiotka co się uchlała i zrobiła coś głupiego" ale zaskoczę was. Nie wypiłam nic. I nie zrobiłam niczego głupiego. Przynajmniej na samej imprezie. To raczej pomysł na nią był zły. Ale może zacznę od początku. Był grudzień. Zimno, ciemno, człowiek myśli tylko o końcu roku i żeby się zabawić. Zgodnie z panującą od lat tradycją zamierzałam urządzić w domu imprezę sylwestrową dla moich przyjaciół. Tego roku postanowiłam zaprosić też moje koleżanki z pokoju zamiast stałego składu, dziewczyny oczywiście się ucieszyły i zaczęliśmy planować.
Było kameralnie. Niecałe dziesięć osób razem w apartamencie przeznaczonym w sezonie letnim pod wynajem. Trochę niezdrowego jedzenia i picia. Dużo muzyki, śmiechu i tańca. Odliczanie do nowego roku. Nocne filmy. Gadanie do rana. Wspólne sprzątanie. Impreza uznana za udaną. I tak myślałam jeszcze długo. Teraz już wiem że lista gości powinna być krótsza. Teraz już wiem jak to jest czuć się zdradzonym. Podwójnie. Przesyłam te wstrętne hipokrytki, które nazywają się moimi przyjaciółkami i przez moich dawnych przyjaciół, których kochałam nad życie. Ostała mi się tylko jedna osoba, której mogę się zwierzyć. Jedna jedyna, która mnie nie zostawiła. Która ze mną rozmawia. Czasem napisze do mnie sama. Nie to co inni. Moja jedyna wyspa w morzu bólu.
Oni. Odwrócili się ode mnie. Wymienili. Na nowość. Może się znudziłam. Może kiedy odkryli że może być inaczej okazałam się nieciekawa. Może. Za dużo pytań. Za mało odpowiedzi. I nikt mi na nie nie odpowie. Bo jest zbyt zajęty byciem przyjacielem z tymi okropnymi złodziejkami przyjaciół. A ja dryfuję. Coraz dalej. Coraz głębiej w ból i rozpacz. Bo ci których kochałam najwidoczniej nie kochali mnie wcale. A najbardziej boli fakt że wciąż ich kocham. Jeśli tylko mnie zechcą to wrócę. Dajcie mi siłę by odbić się od dna i ruszyć do przodu bez nich. Bo tak będzie lepiej.
czwartek, 11 maja 2017
Wypijmy za błędy
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)